piątek, 6 lipca 2012

Rozdział 3


Jakieś dwa tygodnie później, wziąłem siadając na kanapie gazetę do ręki i przeczytałem artykuł. Na początku było zdjęcie Alana z grobową miną, a pod nim wpis:
„Pan Alan Nagel dostał nagrodę od policji za pomoc w złapaniu zbira Olafa Rut.
 Złoczyńca porwał panią Ewę Skrzyniarz dla okupu. Pan Alan długo szukał zbira. W końcu, nie wiemy jak, wyśledził go. Był w opuszczonym domu na ulicy Kamiennej. Znalazł go przy pani Ewie. Była związana. Złoczyńca stał nad nią z nożem. Pan Alan szybko zainterweniował. Złapał zbira za rękę i kopnął w plecy. Potem zakuł w kajdanki i zadzwonił po naszych komisarzy.
Po rozprawie i skazaniu zbója na 15 lat więzienia odbyło się przyjęcie na cześć pana Alana Nagela, na której to właśnie dostał nagrodę.”
Niesamowity jest ten Alan, myślałem. Po przeczytaniu artykułu szybko wyszedłem do samochodu. Pojechałem do szkoły. Tam, niestety musiałem zapomnieć o panu Alanie i zająłem się nauczaniem dzieci.
 Kolejne dni mijały tak szybko, ciągle miałem nadzieje, że pan Nagel zadzwoni. Niestety nic takiego się nie działo. W końcu już zacząłem powoli o nim zapominać. Pewnego dnia wyszedłem do sklepu. Spostrzegłem przede mną wysokiego, umięśnionego pana. Zauważyłem w nim Alana.
-Dzień dobry! - spróbowałem.
Powoli mężczyzna odwrócił się. Zobaczyłem w nim tego Alana, na którego punkcie miałem obsesję, a teraz zacząłem o nim zapominać.
-Dzień dobry - odpowiedział. – Yyy… Pan Klaus, no tak. Czemu jest pan tak zestresowany? Już wiem, zapomniał pan o mnie, mówiłem?
-Nie, nie zapomniałem! Tylko stresuję się, ponieważ bardzo dawno pana nie widziałem…-odpowiedziałem. Niestety nie umiem kłamać, pan Alan pokręcił głową.
-Och panie Nosko, naprawdę długo pan nie pożyje jak będzie pan tak kłamał – i uśmiechnął się. Wiem, że mnie cytował. Nigdy nie widziałem takiego uśmiechu na jego twarzy. Był miły, ciepły i przede wszystkim szczery.  Nie mogłem się powstrzymać od uśmiechu.
Pani sprzedawczyni spojrzała na nas badawczym wzrokiem.
-Co podać? - spytała wolno.
-Papierosy-odpowiedział pan Alan.
-Panie Alanie? Dlaczego pan się uśmiecha? – spytała niepewnie.
-Wie pani, tak po prostu, mam jakiś dziwny dzień – powiedział, zapłacił i wyszedł z uśmiechem na ustach, nie żegnając się.
-A panu? - spytała.
Ja niestety nie słyszałem tego pytania, ponieważ dręczyło mnie, aby pójść za panem Alanem. Długo nie zastanawiając się wybiegłem ze sklepu i pomknąłem ku ciemnej postaci.
-Panie Alanie, panie…! – krzyknąłem za nim.
Pan Nagel gwałtownie się zatrzymał. Odwrócił się i przeszył mnie wzrokiem.
-Hm… Nie sądziłem, że tak szybko pan przybiegnie …Ciekawe… A może?- mówił do siebie i patrzył to od góry do dołu na moją zgiętą w pół sylwetkę ze zmęczenia.
-Pobiegłem za panem, ponieważ chciałem z panem porozmawiać – oznajmiłem.
-Tak wiem- powiedział i wywrócił oczami.
-Skąd pan wie?- spytałem zdziwiony.
-Proszę pana, widać to w pana oczach. Jak pan na mnie spojrzał to przeszył pana szok, ale i zadowolenie. Naprawdę nie wiem, dlaczego aż tak się pan mną zachwyca.
-Ponieważ jest pan niesamowity! Czytałem ostatni artykuł w gazecie, to, co pan robi jest wspaniałe! A i gratuluję nagrody! – powiedziałem dumnie.
-Dziękuję, wie pan… Może się przejdziemy? –spytał.
Zdumiałem się. Wytrzeszczyłem oczy, ale szybko przytaknąłem. Byłem zdziwiony, że pan Alan Nagel chce ze mną porozmawiać!  Poszliśmy do pobliskiego parku.
-Panie Nosko… -zaczął.
-Przepraszam, że panu przerywam, ale może pan do mnie po prostu mówić Klaus.
-Dobrze, więc Klausie, czy czytając gazetę natknąłeś się na mały artykuł, który mówił o tym, że zabito troje ludzi? Pana Nikodema, policjanta, pana Adama księdza oraz pana Piotra lekarza?
-Hm… Tak, tak, czytałem coś o tym, zabito ich i nie znaleziono przy nich żadnych dowodów zamordowania, nie wiedzą też jak ich uśmiercono.
-Tak, dokładnie, wszyscy zmarli niedaleko swoich domów.
Przytaknąłem.
-A czy twoja propozycja, abyś był moim partnerem jest nadal aktualna? – spytał i uśmiechnął się do siebie blado.
-Tak! Oczywiście!- powiedziałem i uśmiechnąłem się.
-To witam w moim małym świecie- powiedział i uścisnął mi mocno rękę.
-Więc, czym będziemy się zajmować? Co będę robił?- spytałem podniecony.
-Najpierw idziemy na miejsce zbrodni –oznajmił.
Wzdrygnąłem się, ale zaraz opanowałem, ponieważ, pan Alan spojrzał na mnie ze zdziwieniem na twarzy. 
                Szliśmy przez park już od godziny.  Przeszliśmy cały i poszliśmy do domu pana Nikodema.  Był to duży dom, blado- różowy.  Zapukaliśmy do drzwi. Otworzyła nam mała, jasnowłosa dziewczynka o pulchnej twarzy. Była ubrana w niebieską sukienkę.
-Dzień dobry!- powiedziała piskliwym głosem - Kim jesteście?
-Dzień dobry- powiedział Alan.- Ja jestem Alan Nagel, a to mój kolega Klaus Nosko, możemy wejść?
-Chwileczkę, zawołam mamę-powiedziała i pobiegła schodami na górę.
Zaraz w drzwiach pojawiła się piękna kobieta. Miała ciemne oczy, jasne włosy jak córka, była wysoka i ubrana w ciemną, obcisłą spódnicę i zieloną powiewną bluzkę. W ręce trzymała chusteczkę i popłakiwała cicho.
-Dzień dobry, nazywam się Marysia, a to moja córka Kamila-powiedziała.
-Witam. Ja jestem Alan Nagel, a to mój kolega Klaus Nosko. Pani jest rozumiem żoną pana Nikodema?
-Tak… - powiedziała i zaszlochała.
-Chcieliśmy zbadać miejsce zbrodni, gdzie to się stało?- spytał Alan.
-Zaprowadzę panów, Kamilo, chodź z nami-powiedziała.
Wyszliśmy z domu.  Pani Marysia zaprowadziła nas za dom. Kamila skakała wokół pana Alana, a ja powstrzymywałem się od śmiechu, kiedy to tłumaczył jej jak dorosłemu, że takie skakanie w jej wieku jest niestosowne. Widać nie umiał obchodzić się z dziećmi.
- To tutaj- wskazała ręką na dziurę obok drzewa Maria.
-Czy pan Nikodem coś kopał?- spytał Alan z przymrużonymi oczyma.
-Tak, chciał wykopać dołki na kwiaty- oznajmiła.
-Czyli kopał w dzień?
-Tak, dokładnie.
-Hm… -zamyślił się Alan.- Pozwoli pani, że zbadam to miejsce.
-Oczywiście.
Pan Alan przykucnął przy dołku. Ja przyglądałem się z góry. Badał dokładni każdą szczelinę. Wyciągnął z płaszcza fiolkę i wrzucił do niej pęsetą włos.
-Masz coś? –spytałem.
-Cii… -oznajmił.
Zamknąłem się. Badał długo to miejsce.
-Dobrze, już wiem. Pani Marysiu, wszystko widzę, tylko gdzie jest ciało? - spytał Alan wstając.
-Zabrano je, pogrzeb jest dzisiaj, na pewno jest już w trumnie- powiedziała smutno pani Maria.
-Więc musimy się już z panią pożegnać, Klausie idziemy!- powiedział.
Szybko pobiegliśmy do zakładu pogrzebowego.  Zajrzeliśmy przez okno. Było tam cicho i ciemno.  Alan zapukał do drzwi i nacisnął klamkę. Zadzwonił dzwoneczek nad nami. Na ścianach były półki z urnami. Jedne były większe, drugie mniejsze. Nagle przy biurku, nie wiadomo skąd wyrósł starszy mężczyzna. Miał siwe włosy. Był przygarbiony i nosił okulary na czubku nosa. Przyglądał się nam z podejrzliwym wyrazem twarzy.
-Witam, nazywam Alan, a to mój kolega Klaus- oznajmił detektyw.
-Dzie - dzień dobry- powiedział staruszek.- Nazy- nazywam s-się He- Henryk Rut. Jes - jestem kierownikiem.
-Chcielibyśmy zobaczyć ciało pana Nikodema Kusińskiego, a od razu pana Piotra Krawczyk oraz księdza Adama Pawłowskiego.
-P-prosz-proszę za- zamną- wyjąkał.
Zaprowadził nas do ciemnego pomieszczenia. Na środku stały trzy trumny, a w okół nich różne narzędzia, ubrania.
-Czy zwłoki są już ubrane, czy mają na sobie tamte ubrania? –spytał pan Alan.
-Je-jeszcze ta-tamte –wydukał staruszek.
-Czy moglibyśmy je obejrzeć?
-Tak.
Pan Henryk odsunął pokrywy. Ujrzałem straszny widok i zapach. Trzy ciała z otwartymi oczyma leżały bezwładnie w trumnach. Wzdrygnąłem się. Alan zachowywał powagę. Nic nim nie wstrząsnęło. Podszedł do pierwszego ciała, pana Nikodema, a ja za nim. Badał je. Wkładał różne dowody, takie jak np. skrawek papieru gazetowego z datą. Przy tym dowodzie zastanowił się trochę, a potem włożył go do woreczka. Potem podszedł do Piotra i podnosił jego ręce do góry i do dołu. Robiąc przy tym miny szaleńca. Pan Henryk patrzył przy tym na nas jak na jakiś psychopatów tańczących ze zwłokami.
-Klaus, spójrz tu –powiedział i wskazał na rękaw pana Piotra. Był podpalony.
-Podpalony… -oznajmiłem.
-Tak! Ale dlaczego? Zobaczmy rękawy innych ofiar –powiedział i podszedł do innych ciał. Każdy miał podpalony rękaw.
-To na pewno seryjny morderca, tylko, po co podpala skrawki rękawów?! Do czego mu to? Będą jeszcze inne ataki, Klausie musimy bardzo szybko działać nim dojdzie do kolejnego zabójstwa! A kiedy odbędzie się sekcja zwłok? –zwrócił się do pana Henryka, który stał pod ścianą i dziwnie się nam przyglądał.
-Dzi-dzisiaj wie- wie-wieczorem, około go-godziny dzie- dzie –dziewiętnastej.
-Więc my już podziękujemy i udamy się do mnie Klausie, zawitamy tu jeszcze wieczorem –oznajmił i wyszliśmy.
Zrobiło się chłodno i cicho na ulicach. Nie wiadomo czemu. Postanowiłem spytać Nagela, co wywnioskował.
-Alanie, więc co wywnioskowałeś? –spytałem cicho.
-Powiem ci u mnie, coś czuję, że coś się stało –oznajmił.
Tak więc w ciszy udaliśmy  się do jego domu.

 _____________________

Ostatnio zauważyłam, że codziennie, przynajmniej po 3 osoby odwiedza mojego bloga, bardzo bym chciała za to podziękować i zachęcam do czytania. Może uda mi się zrobić z tego dość dobre opowiadanie, zapraszam również na blogi innych blogomaniaków, które widnieją po prawej stronie twojego ekranu.  Możesz również zaobserwować tego blog a dodać komentarz, na pewno się odwdzięczę! :) Do zobaczenia :)

1 komentarz:

  1. Mrauu.. fajny rozdział :D
    Piszesz bardzo fajnie, takim fajnym stylem :)

    OdpowiedzUsuń