Jakieś dwa tygodnie później, wziąłem siadając na kanapie
gazetę do ręki i przeczytałem artykuł. Na początku było zdjęcie Alana z grobową
miną, a pod nim wpis:
„Pan Alan
Nagel dostał nagrodę od policji za pomoc w złapaniu zbira Olafa Rut.
Złoczyńca porwał panią Ewę Skrzyniarz dla
okupu. Pan Alan długo szukał zbira. W końcu, nie wiemy jak, wyśledził go. Był w
opuszczonym domu na ulicy Kamiennej. Znalazł go przy pani Ewie. Była związana.
Złoczyńca stał nad nią z nożem. Pan Alan szybko zainterweniował. Złapał zbira
za rękę i kopnął w plecy. Potem zakuł w kajdanki i zadzwonił po naszych
komisarzy.
Po rozprawie i skazaniu zbója na 15 lat więzienia odbyło się przyjęcie na
cześć pana Alana Nagela, na której to właśnie dostał nagrodę.”
Niesamowity jest ten Alan, myślałem. Po przeczytaniu
artykułu szybko wyszedłem do samochodu. Pojechałem do szkoły. Tam, niestety
musiałem zapomnieć o panu Alanie i zająłem się nauczaniem dzieci.
Kolejne dni mijały
tak szybko, ciągle miałem nadzieje, że pan Nagel zadzwoni. Niestety nic takiego
się nie działo. W końcu już zacząłem powoli o nim zapominać. Pewnego dnia
wyszedłem do sklepu. Spostrzegłem przede mną wysokiego, umięśnionego pana.
Zauważyłem w nim Alana.
-Dzień dobry! - spróbowałem.
Powoli mężczyzna odwrócił się. Zobaczyłem w nim tego
Alana, na którego punkcie miałem obsesję, a teraz zacząłem o nim zapominać.
-Dzień dobry - odpowiedział. – Yyy… Pan Klaus, no tak.
Czemu jest pan tak zestresowany? Już wiem, zapomniał pan o mnie, mówiłem?
-Nie, nie zapomniałem! Tylko stresuję się, ponieważ
bardzo dawno pana nie widziałem…-odpowiedziałem. Niestety nie umiem kłamać, pan
Alan pokręcił głową.
-Och panie Nosko, naprawdę długo pan nie pożyje jak
będzie pan tak kłamał – i uśmiechnął się. Wiem, że mnie cytował. Nigdy nie
widziałem takiego uśmiechu na jego twarzy. Był miły, ciepły i przede wszystkim
szczery. Nie mogłem się powstrzymać od
uśmiechu.
Pani sprzedawczyni spojrzała na nas badawczym wzrokiem.
-Co podać? - spytała wolno.
-Papierosy-odpowiedział pan Alan.
-Panie Alanie? Dlaczego pan się uśmiecha? – spytała
niepewnie.
-Wie pani, tak po prostu, mam jakiś dziwny dzień –
powiedział, zapłacił i wyszedł z uśmiechem na ustach, nie żegnając się.
-A panu? - spytała.
Ja niestety nie słyszałem tego pytania, ponieważ dręczyło
mnie, aby pójść za panem Alanem. Długo nie zastanawiając się wybiegłem ze
sklepu i pomknąłem ku ciemnej postaci.
-Panie Alanie, panie…! – krzyknąłem za nim.
Pan Nagel gwałtownie się zatrzymał. Odwrócił się i
przeszył mnie wzrokiem.
-Hm… Nie sądziłem, że tak szybko pan przybiegnie
…Ciekawe… A może?- mówił do siebie i patrzył to od góry do dołu na moją zgiętą
w pół sylwetkę ze zmęczenia.
-Pobiegłem za panem, ponieważ chciałem z panem
porozmawiać – oznajmiłem.
-Tak wiem- powiedział i wywrócił oczami.
-Skąd pan wie?- spytałem zdziwiony.
-Proszę pana, widać to w pana oczach. Jak pan na mnie
spojrzał to przeszył pana szok, ale i zadowolenie. Naprawdę nie wiem, dlaczego
aż tak się pan mną zachwyca.
-Ponieważ jest pan niesamowity! Czytałem ostatni artykuł
w gazecie, to, co pan robi jest wspaniałe! A i gratuluję nagrody! –
powiedziałem dumnie.
-Dziękuję, wie pan… Może się przejdziemy? –spytał.
Zdumiałem się. Wytrzeszczyłem oczy, ale szybko
przytaknąłem. Byłem zdziwiony, że pan Alan Nagel chce ze mną porozmawiać! Poszliśmy do pobliskiego parku.
-Panie Nosko… -zaczął.
-Przepraszam, że panu przerywam, ale może pan do mnie po
prostu mówić Klaus.
-Dobrze, więc Klausie, czy czytając gazetę natknąłeś się
na mały artykuł, który mówił o tym, że zabito troje ludzi? Pana Nikodema,
policjanta, pana Adama księdza oraz pana Piotra lekarza?
-Hm… Tak, tak, czytałem coś o tym, zabito ich i nie
znaleziono przy nich żadnych dowodów zamordowania, nie wiedzą też jak ich
uśmiercono.
-Tak, dokładnie, wszyscy zmarli niedaleko swoich domów.
Przytaknąłem.
-A czy twoja propozycja, abyś był moim partnerem jest
nadal aktualna? – spytał i uśmiechnął się do siebie blado.
-Tak! Oczywiście!- powiedziałem i uśmiechnąłem się.
-To witam w moim małym świecie- powiedział i uścisnął mi
mocno rękę.
-Więc, czym będziemy się zajmować? Co będę robił?-
spytałem podniecony.
-Najpierw idziemy na miejsce zbrodni –oznajmił.
Wzdrygnąłem się, ale zaraz opanowałem, ponieważ, pan Alan
spojrzał na mnie ze zdziwieniem na twarzy.
Szliśmy
przez park już od godziny. Przeszliśmy
cały i poszliśmy do domu pana Nikodema.
Był to duży dom, blado- różowy.
Zapukaliśmy do drzwi. Otworzyła nam mała, jasnowłosa dziewczynka o
pulchnej twarzy. Była ubrana w niebieską sukienkę.
-Dzień dobry!- powiedziała piskliwym głosem - Kim
jesteście?
-Dzień dobry- powiedział Alan.- Ja jestem Alan Nagel, a
to mój kolega Klaus Nosko, możemy wejść?
-Chwileczkę, zawołam mamę-powiedziała i pobiegła schodami
na górę.
Zaraz w drzwiach pojawiła się piękna kobieta. Miała
ciemne oczy, jasne włosy jak córka, była wysoka i ubrana w ciemną, obcisłą
spódnicę i zieloną powiewną bluzkę. W ręce trzymała chusteczkę i popłakiwała
cicho.
-Dzień dobry, nazywam się Marysia, a to moja córka Kamila-powiedziała.
-Witam. Ja jestem Alan Nagel, a to mój kolega Klaus
Nosko. Pani jest rozumiem żoną pana Nikodema?
-Tak… - powiedziała i zaszlochała.
-Chcieliśmy zbadać miejsce zbrodni, gdzie to się stało?- spytał
Alan.
-Zaprowadzę panów, Kamilo, chodź z nami-powiedziała.
Wyszliśmy z domu. Pani Marysia zaprowadziła nas za dom. Kamila
skakała wokół pana Alana, a ja powstrzymywałem się od śmiechu, kiedy to
tłumaczył jej jak dorosłemu, że takie skakanie w jej wieku jest niestosowne.
Widać nie umiał obchodzić się z dziećmi.
- To tutaj- wskazała ręką na dziurę obok drzewa Maria.
-Czy pan Nikodem coś kopał?- spytał Alan z przymrużonymi
oczyma.
-Tak, chciał wykopać dołki na kwiaty- oznajmiła.
-Czyli kopał w dzień?
-Tak, dokładnie.
-Hm… -zamyślił się Alan.- Pozwoli pani, że zbadam to
miejsce.
-Oczywiście.
Pan Alan przykucnął przy dołku. Ja przyglądałem się z
góry. Badał dokładni każdą szczelinę. Wyciągnął z płaszcza fiolkę i wrzucił do
niej pęsetą włos.
-Masz coś? –spytałem.
-Cii… -oznajmił.
Zamknąłem się. Badał długo to miejsce.
-Dobrze, już wiem. Pani Marysiu, wszystko widzę, tylko
gdzie jest ciało? - spytał Alan wstając.
-Zabrano je, pogrzeb jest dzisiaj, na pewno jest już w
trumnie- powiedziała smutno pani Maria.
-Więc musimy się już z panią pożegnać, Klausie idziemy!-
powiedział.
Szybko pobiegliśmy do zakładu pogrzebowego. Zajrzeliśmy przez okno. Było tam cicho i
ciemno. Alan zapukał do drzwi i nacisnął
klamkę. Zadzwonił dzwoneczek nad nami. Na ścianach były półki z urnami. Jedne
były większe, drugie mniejsze. Nagle przy biurku, nie wiadomo skąd wyrósł
starszy mężczyzna. Miał siwe włosy. Był przygarbiony i nosił okulary na czubku
nosa. Przyglądał się nam z podejrzliwym wyrazem twarzy.
-Witam, nazywam Alan, a to mój kolega Klaus- oznajmił
detektyw.
-Dzie - dzień dobry- powiedział staruszek.- Nazy- nazywam
s-się He- Henryk Rut. Jes - jestem kierownikiem.
-Chcielibyśmy zobaczyć ciało pana Nikodema Kusińskiego, a
od razu pana Piotra Krawczyk oraz księdza Adama Pawłowskiego.
-P-prosz-proszę za- zamną- wyjąkał.
Zaprowadził nas do ciemnego pomieszczenia. Na środku
stały trzy trumny, a w okół nich różne narzędzia, ubrania.
-Czy zwłoki są już ubrane, czy mają na sobie tamte
ubrania? –spytał pan Alan.
-Je-jeszcze ta-tamte –wydukał staruszek.
-Czy moglibyśmy je obejrzeć?
-Tak.
Pan Henryk odsunął pokrywy. Ujrzałem straszny widok i
zapach. Trzy ciała z otwartymi oczyma leżały bezwładnie w trumnach. Wzdrygnąłem
się. Alan zachowywał powagę. Nic nim nie wstrząsnęło. Podszedł do pierwszego ciała,
pana Nikodema, a ja za nim. Badał je. Wkładał różne dowody, takie jak np.
skrawek papieru gazetowego z datą. Przy tym dowodzie zastanowił się trochę, a
potem włożył go do woreczka. Potem podszedł do Piotra i podnosił jego ręce do
góry i do dołu. Robiąc przy tym miny szaleńca. Pan Henryk patrzył przy tym na
nas jak na jakiś psychopatów tańczących ze zwłokami.
-Klaus, spójrz tu –powiedział i wskazał na rękaw pana
Piotra. Był podpalony.
-Podpalony… -oznajmiłem.
-Tak! Ale dlaczego? Zobaczmy rękawy innych ofiar –powiedział
i podszedł do innych ciał. Każdy miał podpalony rękaw.
-To na pewno seryjny morderca, tylko, po co podpala
skrawki rękawów?! Do czego mu to? Będą jeszcze inne ataki, Klausie musimy
bardzo szybko działać nim dojdzie do kolejnego zabójstwa! A kiedy odbędzie się
sekcja zwłok? –zwrócił się do pana Henryka, który stał pod ścianą i dziwnie się
nam przyglądał.
-Dzi-dzisiaj wie- wie-wieczorem, około go-godziny dzie-
dzie –dziewiętnastej.
-Więc my już podziękujemy i udamy się do mnie Klausie,
zawitamy tu jeszcze wieczorem –oznajmił i wyszliśmy.
Zrobiło się chłodno i cicho na ulicach. Nie wiadomo czemu.
Postanowiłem spytać Nagela, co wywnioskował.
-Alanie, więc co wywnioskowałeś? –spytałem cicho.
-Powiem ci u mnie, coś czuję, że coś się stało –oznajmił.
Tak więc w ciszy udaliśmy się do jego domu.
_____________________
Ostatnio zauważyłam, że codziennie, przynajmniej po 3 osoby odwiedza mojego bloga, bardzo bym chciała za to podziękować i zachęcam do czytania. Może uda mi się zrobić z tego dość dobre opowiadanie, zapraszam również na blogi innych blogomaniaków, które widnieją po prawej stronie twojego ekranu. Możesz również zaobserwować tego blog a dodać komentarz, na pewno się odwdzięczę! :) Do zobaczenia :)
Mrauu.. fajny rozdział :D
OdpowiedzUsuńPiszesz bardzo fajnie, takim fajnym stylem :)