sobota, 30 czerwca 2012

Rozdział 1



Rok 1996. W pewnej wsi mieszał Alan Nagel. Z pozoru wydawał się dość dziwny, ale to przez jego samotność. Nie miał nikogo, do kogo mógłby się zwrócić o pomoc, aż do pewnego dnia.
Był to człowiek skryty i cichy. Nie lubił wychodzić na dwór, nie lubił kontaktu z ludźmi. Miał czarne, zachodzące na uszy włosy. Jego szare oczy były przenikliwe i intrygujące. Był wysoki. Uwielbiał palić papierosy. Można by go uznać za dwudziesto- paroletniego łobuza. Tak sugerowała jego sylwetka. Lecz to, co kryło się w środku Alana, było niesamowite.
Jego zdolność logicznego myślenia i to jak posługiwał się swoim umysłem, jak w pełni go kontrolował zrobiło z niego sławnego człowieka, ale co z tego, jeśli Nagel go nie lubił. Chciał mieć przyjaciół, lecz nie mógł znaleźć nikogo, kto by go zrozumiał. 
-Dzień dobry-oznajmił cichym, niskim głosem wchodząc do pobliskiego sklepu spożywczego.
Był ubrany w ciemny płaszcz, czarne spodnie i brązową koszulkę.
-Dzień dobry, oj dobry! -powiedziała sprzedawczyni - Co podać? - dodała.
-Chleb i papierosy – powiedział Alan.
-Ech Alanie… Powinieneś skończyć z tym paleniem, niedługo cię to wykończy-powiedziała pani Ewa.
-To nie pani interes-powiedział krótko Alan, podziękował, pożegnał się i wyszedł ze sklepu.
                Niektórzy bali się Nagela. Był zawsze zły, zawsze zdenerwowany. Nie lubił, gdy ktoś wtrącał się w jego sprawy.  Wychodząc zapalił papierosa i wrócił szybko do domu. Tak idąc przez zatłoczoną ulicę rozmyślał nad życiem. Czy czasem nie powinien sobie go odebrać? Już dawno powinien to zrobić! Ale trzymało go przy życiu coś tu na ziemi. Jego zadaniem było dowiedzenie się, co.
                W swoim domu czytał rozmaite książki i gazety. Często wybierał wydział kryminalistyczny. Te różne zagadki, skomplikowane zbrodnie, to było to, co lubił. Jego przygoda z myśleniem dydaktycznym zaczęła się pewnego słonecznego dnia. Było to z ludzkiego punktu widzenia niemiłym wydarzeniem, lecz dla Alana nie, to było fascynujące. Jechał samochodem i spostrzegł na skraju lasu człowieka w masce z pistoletem, a naprzeciwko niego drugiego z rozłożonymi rękami, który głośno płakał. Alan zatrzymał się, wysiadł z samochodu i przyjrzał się uważniej postaciom. To, co go zaskoczyło to fakt, iż rozpoznał z dalekiej odległości ( kilkudziesięciu metrów) pistolet- zabawkę.  To było oczywiste. Miał jasno-szarą powłokę i z daleka, można było poznać, że lufa jest plastikowa. Nie wahał się długo i podbiegł do zbójcy. W drodze obmyślił plan, którym miał pokonać złoczyńcę.  Tak jak przewidział, mężczyzna wycelował w niego pistoletem. Alan udał przerażoną minę, a potem pomachał mu ręką przed oczyma. Ten skołowany opuścił pistolet, a Nagel w tym czasie walnął go pięścią w brzuch. Złoczyńca uciekł, a ofiara tej napaści podleciała szybko do Alana i uścisnęła mu dłoń.
-Och dziękuję panu, już myślałem, że to koniec, że już po mnie. Pańska odwaga powinna być nagrodzona. Tak! Zapłacę panu. Był pan niesamowity, jak pan to zrobił?
-Dziękuję, nie zgodzę się na zapłatę, normalnie, ten pistolet to była zabawka-powiedział Alan i wyrwał się z uścisku mężczyzny.
-Niesamowite. Jestem…
I tu na scenę wkraczam ja. Wysoki, blady nauczyciel języka polskiego w gimnazjum w pobliskiej wsi.  Nazywam się Klaus Nosko. Moja niesamowita i pełna przygód historia z Alanem Nagelem, zaczyna się właśnie tego dnia.
-…Klaus Nosko.
-Alan Nagel-przedstawił się.
-Naprawdę nie mogę uwierzyć, że żyję, cały czas byłem przekonany, że to prawdziwy pistolet, dziękuję panu jeszcze raz za taką hojność!
-Nie ma, za co, przepraszam, ale muszę już iść, dowidzenia.
-Musi pan już iść? Nie da się pan zaprosić na kawę lub coś w tym stylu?- spytałem.
-Nie, raczej nie.
-A mógłbym jakieś namiary na pana?
-No cóż… Dobrze, mieszkam tutaj na ulicy Przekątnej 9.
-Och, mam do pana niedaleko! Czy mógłbym przyjść do pana na przykład w Sobotę? - spytałem z nadzieją, chciałem poznać mojego wybawcę.
-Niech… no, niech… bę…
-Dobrze, więc do zobaczenia, przyjdę tak około dwunastej- uścisnąłem jeszcze raz dłoń Alana i wróciłem piechotą do domu.
                Wracając myślałem o tym wydarzeniu. Co za szczęście, że nie porwał mnie ten złoczyńca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz